środa, 19 lipca 2017

Poznajcie naszą małą budowlaną rodzinkę

Żeby być rodziną, nie musimy być spokrewnieni.

Napisałabym "Dzień dobry", ale teraz to bardziej "Dobry wieczór".......... a tak właściwie zastanawiał się ktoś, dlaczego dzień jest dobry, ale dobry jest wieczór? Teraz pewnie napisałby mi ktoś, że plotę trzy po trzy i na to samo przecież wychodzi, bo w ogólnym rozumieniu i dzień, i wieczór są dobre- ale na całe szczęście nikt tego za bardzo nie komentuje, więc mogę przejść do sedna posta c:

Tak, jak już pisałam dwa posty temu (miało być, że post temu, ale tak jakoś wyszło)- chcę Wam przedstawić i króciutko scharakteryzować członków rodziny Kosmala (tych prawdziwych po części i tych honorowych). Także bez owijania w bawełnę- oto i oni:


Krzysztof Strózik- nasz koordynator i "pan trener", jak nikt inny potrafi zarządzać mnóstwem rzeczy i dbać o postępy prac. Po budowie biega niczym prawdziwy Struś Pędziwiatr. Gdyby robić maraton na budowie, już wiem, kto mógłby ze mną konkurować.... :)

Renata Jabłońska- pani sołtys i najlepsza kucharka w okolicy. Samą swoją obecnością motywuje nie jedną osobę do pracy. Jej uśmiech i wrodzony optymizm udzielają się wszystkim na budowie. Pomaga, ile się da, zachęcając do tego przy okazji wszystkich wokoło.

Łukasz Basiński i jego "koty" ekipa(czyt. naczelnik i strażacy z miejscowej jednostki OSP)- dzielnie piją kawę za kawą i dbają o to, aby praca była wykonywana jak najlepiej i bez "amatorki". Ostatnio bardzo przymilają się do wełny, choć ich gryzie 🐈. Nie boją się żadnej cięższej pracy (a lekkiej tym bardziej).

Kierownik budowy p.Marek- zagląda do nas i obserwuje bacznie nasze poczynania, z uśmiechem na ustach wszystko kontroluje, po czym wypija herbatkę 🍵 i jedzie dalej. Jak dotąd na nic się nie skarżył, więc oznacza to, że strażacy dobrze pilnują jakości prac (testem strażackiej rękawicy, chyba ;)

Małgorzata i Zbigniew Kosmala- tzw. przeze mnie rodzice, choć na budowie też się to sprawdza. Wynaleźli sposób, jak nieźle zrzucić na wadze- wystarczy zrobić gruntowny remont domu, a stres i praca skutecznie pożrą zbędne kilogramy. Z radością patrzą na swój przyszły dom i chętnie karmią/poją kawką przybyłych pomocników. Walczą każdego dnia o dom i- co najważniejsze- nie są w tej walce sami 👪

Pani Wanda Kaszyca- tzw. dobra duszyczka 💗, której nie jest obojętne nasze życie  jest z nami od bardzo dawna. Zapewnia nam ogromne wsparcie psychiczne i modlitwę, a także wodę gazowaną do popijania podczas pracy

Klaudia (czyli, jakby ktoś nie wiedział, ja)- pojawia się i znika, raz jest na budowie i podaje pustaki, a za chwilę jest u babci i usypia Stasia. Pisze posty i dba o stały dopływ informacji (jak ma dzień i wenę). Skromnie dyga i pisze dalej c:

Panowie Janek i Sławek, czyli ojciec i syn na dachu- dwóch bardzo optymistycznych ludzi, którym nie straszna pogoda. Jak nie mogą siedzieć na dachu, to wchodzą pod niego i zaczynają stawiać ścianki działowe.....po prostu wszechstronni, niemożliwi ludzie. Mało odporni na psi urok dokarmiają psinki podwórkowe 🐾

Panowie Grzesiek i Zbyszek- tynkarze, którzy nie wiedzą, co to strach przed ubrudzeniem się 🐶. Zawsze można z nimi porozmawiać przy kawie. Dzięki nim wreszcie widzę w tym domu proste ściany. Pewnego razu uwięzili mnie na piętrze, ale szybko mnie uwolnili. Robienie zdjęć do postów jest niebezpieczne, gdy w każdej chwili mogą ci zabrać drabinę....

Pan Darek- hydraulik, dzięki któremu w domu jest powiedzmy "bieżąca woda". Zaryzykował zakopanie się w dziurze, z której nie było go widać. Przez pewien czas załatwił nam nawet wodę z płynem do naczyń (takie 2w1, od razu do zmywania).

Elektryk Zbyszek- bo jeden elektryk to za mało. Także dzięki jego obecności, po domu chodziło sobie dwóch Zbyszków elektryków (wyjaśnienie: tata [pan Kosmala] też jest elektrykiem). Nie tylko pomógł z rozprowadzaniem kabli, ale także pomógł nam odkryć, że łupek na pokrycie komina nazywa się w sklepie struktonitem :)

Przyjaciele- każdy, kto zna nas od dawna i wierzy w nasze możliwości. Pozwalają dzwonić do siebie o każdej porze dnia i nocy, będąc w pełnej gotowości, bo nas wysłuchać i wspomóc w potrzebie.

Rodzina- stoi za nami murem i stara się organizować "posiłki" na wszelakie sposoby. To weźmie urlop i popracuje, to przyjedzie i da klapsa "na szczęście" albo wesprze finansowo (masz tu "małe kieszonkowe" i kup sobie czekoladę, ew. dwie).

Sąsiedzi- zrobią x rundek w te i z powrotem ulicą koło domu, ale za którymś razem przyjdą i pomogą, jak tylko mogą. Nawet przenocują duszyczki, które ABSOLUTNIE dobrowolnie przyjadą na dłużej pomóc w domu 😁

Znajomi- wszyscy razem i każdy z osobna; Ci, którzy zainteresują się i  dorzucą od siebie swoją cegiełkę. Nawet Ty, czytelniku, nawet Ty, bo poświęcasz te 10-15 lat minut na przeczytanie tego posta, czy każdego innego. To Ty pokażesz go być może znajomym i pomożesz w rozpowszechnieniu całego "zamieszania"......to też jest ogromna pomoc, bo może w tym łańcuszku "Pokaż dalej" znów znajdzie się ktoś, kogo to zainteresuje i zechce do nas zajrzeć.

Może się wydawać, że jedna osoba nic nie znaczy. Ale jak widać na powyższym przykładzie: z kilku "jednych osób" zrobiła się pokaźnych rozmiarów grupa (nazywana tu rodziną), która już znaczy bardzo wiele, a potrafi jeszcze więcej.

Na zakończenie pozwolę sobie pozostawić numery telefonów na wypadek, gdyby ktoś chciał się z nami porozumieć, dowiedzieć czegoś więcej lub zwyczajnie dać nam znać, że nas obserwuje i wspiera nas całym sercem.

Pan Krzysiu- 600 994 426
Pani Gosia (moja mama)- 606 508 092
Klaudia (mua, bo też pod telefonem siedzę)- 793 282 301

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz