![]() |
| Jeśli się zechce, można mieć domek nawet jak z bajki 👌 |
Tak rozmyślałam sobie nad tym, co można by zrobić ciekawego lub kreatywnego, chcąc odetchnąć nieco od spraw remontowych i uświadomiłam sobie coś bardzo ważnego.....
Blog ma mnóstwo wyświetleń, co oznacza, że dotarło tu sporo ludzi (czyli Was). Dotarło tu znacznie więcej osób, niż dotychczas. A z racji, że jakieś 80% osób tu zaglądających jest niezaznajomionych z wcześniejszą historią budowy domku.....
Postanowiłam, co następuje:
Należy Wam się coś na kształt wyjaśnień, nakreślenia historii całej akcji, ale krótko i na temat.....
Czy byliście może kiedyś mali i na dobranoc słuchaliście bajek lub opowiadań? Myślę, że raczej tak.
Więc pozwólcie, że na jakiś czas zabiorę Was z powrotem do krainy dzieciństwa i opowiem bajkę:
Więc pozwólcie, że na jakiś czas zabiorę Was z powrotem do krainy dzieciństwa i opowiem bajkę:
"Dawno, dawno temu, ale nie za daleko, bo jakieś parę miesięcy temu żyła sobie rodzinka: mama, tata i siedmioro dzieci. Mieszkali oni w niewielkim, lecz nieco starym domku z charakterystyczną żółtą plandeką na dachu. Pomimo, że czasem podczas deszczu parę kropel wody spadało im na głowy- nie przejmowali się tym, bo cały czas byli kochającą się rodziną.
Pewnego razu, za namową ludzi o dobrym serduszku i wraz z przypływem wiary we własne możliwości postanowili, że wyremontują swój domek. Choć było im bardzo ciężko podjąć tę decyzję, bo kochali swój stary dom- w głębi potrzebowali tego remontu.
Powoli spakowali swoje rzeczy, by początkiem czerwca wyprowadzić się z domu, ponieważ na czas remontu nie mogli w nim mieszkać. Rodzice porozwozili swe pociechy po rodzinie, a sami zostali, by doglądać postępów i jak najwięcej pomagać.
I tak oto, wraz z ludźmi gotowymi do pomocy, rozebrali dach, pozbyli się stropów i zabrali się do pracy. Bo dom szybciej dało się rozebrać, niż go teraz na nowo zbudować.
I zaczynając od pozostawionych po rozbiórce ścianek na dole- rozpoczęli budowę. Pojawiło się wiele osób, które znało rodzinę lub nie, chcących pomóc i trwających przy rodzicach.
Każdy pomagał jak mógł- słowem, gestem, parą rąk do pracy, posiłkiem czy materiałem budowlanym. Z czasem zaczęło ich być coraz więcej, a prace szły cały czas do przodu. Nikt nie odjeżdżał z podwórka bez kawy czy posiłku, każdy był mile widziany.
Starsze dzieci- ich córki, przyjeżdżały co jakiś czas do domu, by też móc pomóc..............."
Niestety, ale na tym chwilowo muszę zakończyć bajkę. Dlaczego? Ponieważ ta bajka cały czas jest niedokończona.
Remont przecież cały czas trwa, dziewczyny zaglądają do rodziców i pomagają, ile mogą.
Wielu ludzi nadal z nami jest, a i wciąż ich przybywa wraz z kolejnymi wyświetleniami.
Praca nadal wre, ale wciąż pozostaje wiele do zrobienia.
Rodzina, choć w różnych miejscowościach, nadal jest razem (duchowo).
I tak, nadal można wpaść popracować, dostać kawę, herbatę oraz jakieś jedzonko, spokojnie :3
Każda pomoc jest mile widziana, niezależnie od tego, czy jest to dobra rada, możliwość zwyczajnego porozmawiania i wsparcia czy fizyczna praca, nawet wywiezienie taczki z gruzem to dużo ;)
Także mam nadzieję, że teraz nieco rozjaśniłam tę kwestię i nie uśpiłam Was bajką, ponieważ ta akurat nie była dobranocką 😊
Jako małe dopełnienie tej historii, w następnym wpisie chcę także przybliżyć wizerunki tych, którzy biorą udział w akcji, czyli NASZEJ MAŁEJ BUDOWLANEJ RODZINKI :)
Do przeczytania 👋



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz